Otwórz menu główne

Strona:Wacław Gąsiorowski - Mędrala.djvu/11

Ta strona została uwierzytelniona.


— Ty wis jedno — ja wim drugie! Sądzono było krowinie zdechnąć — to i zdechła. A jak miała zdechnąć to i konował by jej nie pomógł!!...
— O już byś nie miarkował. Sługowałam we dworskiej oborze, mało się napatrzyłam! Jest konował, czy nie ma — bydlęcia bez poratunku nie zostawiają i choć soli jej dadzą!! O, ja nieszczęśliwa! Czerwonko ty moja, nieboże, już ci jeść nosić nie będę, ani ty mnie mleka dawać!!!...
— Jagna, cicho bądź, kiej zastanowienia nie masz! Krowiny szkoda, bo szkoda, a o mleko się nie frasuj!... Potrza ci go, toć masz dwie szkapiny, to je dój!!...
— Święty Antoni! — Michale, chyba ci się w głowie pokręciło!!...
— Patrzajcie ją! Wiedzże, ciemna kobieto, jako we Krymie, krów cale nie trzymają, jeno kobylska doją!...
— Tfy! Skaranie boskie z tym chłopem, — czego ci on nie wymyśli, a ktoby to w gębę wziął!?...
Stęporek pogardliwie machnął ręką i, mrucząc swoje ulubione — ty wies jedno, ja wim drugie, — wyszedł z chałupy.
Zaczęli przez Słomków budować szosę. Przyszli kupcy i dawaj kamienie we wsi skupować i w okolicach o szaber się dopytywać.
W Słomkowie kamieni było poddostatkiem,