Otwórz menu główne

Strona:Wacław Gąsiorowski - Mędrala.djvu/26

Ta strona została uwierzytelniona.


Gospodarzom żal się zrobiło Stęporka, ile że widzieli, że w dobrej wierze namawiał. Poszeptali między sobą, otrzeźwili wpół przytomną Jagnę i wysupłali, braknące Jagnie, pieniądze do kaucyi za wolność Michałową.
Przyszła sprawa. Stęporek istne męki cierpiał, bo to i wstyd mu było o kryminał być posądzonym i strach wielki aby go do ciemnicy nie zamknęli. Po długich rozprawach, Berka i onego kupca z miasteczka skazali na więzienie, a Stęporka uwolnili. Lżej się na sercu zrobiło Michałowi i raźno do domu wracał — aż tu naraz zaczęła go druga zmora gnębić; co będzie z jego działką!...
Akt sprzedaży, jaki zawarł Stęporek, był zrobionym dokładnie i nie było dowodu, że i jego Berek otumanił, trwał więc w swojej mocy. Lada dzień przeto spodziewał się Michał, że przyjdą tracze i działkę położą.
Minął jeden miesiąc i drugi. Traczy nie widać, a Stęporek co dnia do lasu zabiega, ręce łamie, obejmuje sosny i z każdą prawie się żegna, to hukając żałośnie, to rozprawiając głośno i zawodząc:
— Oj wy sosenki kochane! Zaprzedałem was niegodny! Na zmarnowanie wydałem! Już wam tu nie szumieć! Nie poratujecie mnie, odmieńca, ani gałązką, ani sworzniem, ani broną!...
Pewnego dnia, kiedy Stęporek wrócił na po-