Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/100

Ta strona została skorygowana.


— Jesteś roztargnioną!... Wielki marszałek dworu!... Nie marudź!... Nie przystoi, aby zbyt długo czekał!... Owszem, jest on nadspodziewanie... nigdybym nie myślał, żeby miał takie formy!... Bardzo na miejscu!... Grzeczność trzeba cenić!...
— Może innym razem!... Jestem nie ubrana do przyjmowania wizyt!
Szambelan wydął pogardliwie usta.
— Nie potrzebujesz przecież robić zbytnich skrupułów!... Mały negliż jest w tonie!... Owszem, niech wie, że Kolumna Walewska wcale sobie takiej wizyty za szczególniejszy honor nie poczytuje... Chodź!...
— Głowa mnie boli... przeziębiłam się! — broniła się szambelanowa.
Pan Anastazy rozgniewał się.
— Fochy, humory!... Głowa! Naucz się panować nad sobą! — Bez panowania kroku nie zrobisz na dworze!... Te względy muszą ustąpić!... Grzeczność, formy i koniec! Myślisz, mnie raz się zdarzyło... Pamiętam, na obiedzie czwartkowym, w Łazienkach, ząb mnie rwał... a tu król jegomość jął rozpowiadać ucieszne metafory... wszyscy się śmieli, więc i ja śmiać się musiałem, choć mi łzy z bólu kapały!... No, dosyć tego! Proszę ze mną! I tak dałem mu czekać aż zanadto.
Szambelan ujął żonę pod rękę i powiódł do sali.
Pani Walewska w myśli układała sobie wyniosłą odpowiedź, jaką złamać potrafi każdy uśmiech, każdy półsłówek wyrafinowanego dworaka i szła zasłuchana w przyśpieszone tętno własnego serca.
— Duroc, książę Frioulu, wielki marszałek dworu jego cesarskiej mości! — rozległ się naraz głos pana Anastazego tuż nad uchem pani Walewskiej.
Szambelanowa podniosła niepewnie oczy i zdumiała się. Przed nią stał ten sam generał, który w Jabłonnej z taką uprzejmością ułatwił jej pamiętną rozmowę z cesarzem.