Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/105

Ta strona została skorygowana.


Dla tego też mniemałabym... że powinniśmy wracać do Walewic!
Szambelan, który był właśnie podniósł się na palcach — na to odezwanie się drgnął tak mocno, że o mało nie upadł.
— Co — co?... Wracać do Walewic?... Żartujesz!...
— Bo przecież niepodobna, abym była obecna na recepcji... Księżna siostra miała...
— Jakto — niepodobna?... Co księżna?!... Naplotła ci i koniec! — wybuchnął pan Anastazy. — Zazdrość zdejmuje wszystkich!... Wszyscy po jednych pieniądzach!... Pani do męża musisz się stosować...
— Wszak nie możesz narzekać... lecz kiedy chcesz zostawać — to mnie pozwól...
— Ani mi w głowie!... Fochy nowe, grymasy... Tak, wiem, zgaduję... już cię korci, aby przeciw mnie iść... Gdym chciał siedzieć w Walewicach było ci źle — wzdychałaś do Warszawy — wczoraj jeszcze nie podobało ci się, że zamierzałem wracać — dziś miasto ci obrzydło!... Byle na złość, byle na swojem postawić...
— Jesteś niesprawiedliwym!... Tych uprzejmości nie wolno mi dwojako tłumaczyć... Myśląc o powrocie, nietylko siebie bronię, ale i twego imienia!...
Pan Anastazy obrzucił żonę badawczem spojrzeniem, nie rozumiejąc w pierwszej chwili znaczenia słów, — dopiero po dłuższem zastanowieniu twarz mu się rozjaśniła. Szambelan parsknął serdecznym śmiechem.
— Więc ty sobie imaginujesz... że to do ciebie się łaszą!... Cha-cha!... Wszystkie wy jednakie... Nic przenikliwości, nigdzie dalszego widoku!... Wszędzie widzicie zwierciadło, a w niem siebie. — No no!... Możesz się waćpani uspokoić! Jeszcze niejedna czeka cię uprzejmość... Cha-cha-! Teraz jestem w domu!.. Wszystkie jednakie, przecież i księżna różne czyniła sobie wnioski o uprzejmości pana de Périgord...