Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/109

Ta strona została skorygowana.


Szambelan dziwił się jeszcze więcej, boć każda ze spotkanych figur wydała mu się niepomiernie podstarzałą — a tymczasem on tak dzielnie się trzymał — o czem najdowodniej przekonywało go lustro! Pan Anastazy zrozumiał, ile tu ma do zawdzięczenia Baptyście i coraz czulej na niego spoglądał i pamiętał, by mu siurpryzami pamięć swoją okazać. Ale kiedy na podwieczorku u księżnej zamaszysty imć pan Chrzanowski w pięknym komplemencie wyraził szczególniejszy respekt dla dawnego pokolenia, co umiarkowaniem siły krzepiło, a życiem całem na najpiękniejszą starość zarobiło — pan szambelan uwierzył nakoniec sam w dawne umiarkowanie własnego życia i jął dosyć hałaśliwie siebie za przykład młodzieży stawiać. W ten sposób pan Anastazy jakoś zapracował powoli na szacunek, nie znajdując opozycji, a niewielu spotykając takich, coby coś stanowczego o całem jego curriculum vitae powiedzieć mogli. Jeden tylko Bolesza, podsłuchując czasem wywodów szambelana — śmiał się w kułak i złośliwym uśmiechem wzbudzał powątpiewanie.
Lecz szambelan co dnia nabierał większej pewności siebie, a znalazłszy, że mu z tą powagą jest i do twarzy, że mu większy dają i posłuch i zachowanie — tej metody i nadal trzymać się postanowił.
Jakoż istotnie szambelan musiał sobie przyznać, że jeżeli na Sylwestra u księżnej mało kto nań zwracał uwagę — teraz wszyscy prześcigali się, aby mu tamto uchybienie wynagrodzić.
Talleyrand przy spotkaniu bardzo często zwracał się do niego z zapytaniem. Duroc wyróżniał pana Anastazego uprzejmością — nawet hardy Murat kilkakrotnie dłuższe z nim prowadził rozmowy.
To wyróżnianie przez dostojników napoleońskich wywołało natychmiastowy skutek — towarzystwo warszawskie, przeniosło swe względy aż do syna i wnuków pana Anastazego.