Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/113

Ta strona została skorygowana.


— Ja do sasa, waćpan do lasa!...
— Prawda, lecz do jednego zmierzamy celu — niepodobna, szambelanie dobrodzieju — niech w domu zostanie... i niech się choroba klaruje!...
Ten wyrok stanowczy zachwiał postanowieniem pana Anastazego. Raz jeszcze poszedł do żony — wystawił jej całe położenie, tłumaczył obowiązki ludzi, powołanych do wyższych stanowisk — wreszcie, spotkawszy się z niezachwianą opozycją, — postanowił sam ratować sytuację i zaczął się ubierać.
Po oddaleniu się szambelana — pani Walewska odetchnęła. Postawiła więc na swojem, zwyciężyła wszystkie przeszkody i uniknęła spotkania z dworem...
Gdy w kilka godzin później pokojowa zwiastowała pani Walewskiej, że szambelan już odjechał do Zamku — szambelanowę zdjęła wątpliwość, czy postąpiła dobrze, czy nie zbyt poważnie traktowała wszystkie te uprzejmości, czy dla urojonego niebezpieczeństwa nie pozbawiła się okazji oglądania wielkiego wodza w majestacie władzy, czy całe jej zachowanie nie trąciło przesadą i tchórzostwem!?... Wszak powinna była w sobie samej znaleźć dość siły do stawienia czoła zastawianym sieciom — wszak tylko od jej znalezienia się, od jej odpowiedzi zależało nadać kierunek każdej chęci zbliżenia się — gdyby ta istotnie się objawiła!...
Żywa imaginacja pani Walewskiej snuła dalej nić cisnących się jej refleksji. Czego się bała?! Czyż nie powinna była stanąć z głową podniesioną bodaj przed nim... samym i powiedzieć mu śmiało, — gdyby do tego przyszło — „tam, gdzie się zaczynają progi domowego ogniska...“ — albo lepiej — „najjaśniejszy panie, wszystko, coś raczył rzec, przyjmuję zawsze jako słowa bohatera lubiącego w łaskawości swej żartować“...
Byłoby to nierównie lepszem od tego zbiegostwa, przer-