Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/116

Ta strona została skorygowana.


dyk dworu jego cesarskiej mości!... Polecono mi zaopiekować się jej zdrowiem i zdać natychmiast sprawę... Ze swej strony poważę się dodać, że choć ta misja gwałtowna wydała mi się kłopotliwą — teraz wdzięcznym się czuję — bo dotąd nigdy tak piękną nie mogłem się poszczycić pacjentką.
Pod wpływem słów pana Corvisart — twarzyczka pani Walewskiej jęła się mienić, wargi drżeć.
Corvisart przysunął się nieznacznie do szambelanowej i, głos zniżywszy, mówił.
— Więc należy mi się szczera spowiedź. Proszę nie poskąpić słów... Całą moją wiedzę radbym skupić, aby na twarzyczce pani ani jedna zmarszczka bólu nie pozostała!...
Szambelanowa podniosła oczy na lejb-medyka i odezwała się z determinacją:
— Żąda pan szczerości — więc... jestem zdrową.
Corvisart spojrzał ze zdumieniem na szambelanowę.
— Łudzi się pani chwilowem polepszeniem...
— Nie!... Mówię prawdę!... Nic mi nie było! Na balu być nie mogłam dla przyczyn... których nie umiałabym bliżej określić, odwołuję się do pańskiego honoru... prawdę wyznałam lekarzowi...
Pani Walewska umilkła nagle i spuściła oczy. Na jej długich jedwabistych rzęsach błyszczały krople rosy.
Corvisart zasunął brodę w głąb halsztuka.
— Potwierdziła pani moje domysły! — Choć mąż jej tak szeroko rozwodził się nad cierpieniami pani...
— Był wprowadzony w błąd przezemnie!
— Teraz, doprawdy, nie wiem co sądzić — więc nie szambelan wpłynął na to upozorowanie?...
Pani Walewska podniosła się z miejsca.
— Mimo całego zachowania, jakie mam dla jego osoby — muszę zaniechać dalszych odpowiedzi na pytania!...