Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/117

Ta strona została skorygowana.


Corvisart podniósł się niechętnie za szambelanową i zauważył oschle.
— Żałuję! Zdawało mi się, iż jestem na drodze do wykrycia rzeczywistych cierpień, które z ciałem nie mają nic wspólnego!...
— Tym zdrowiej czasem, — gdy pozostają w ukryciu!
— Wątpię! Nie śmiem rościć pretensji do zaufania — a za te, które mi pani raczyłaś okazać, wdzięcznym być umiem... Jako lejb-medyk dworu jego cesarskiej mości — mam zaszczyt stwierdzić ogólne osłabienie, połączone z lekkiem przeziębieniem, a wymagające bezwarunkowego wypoczynku — a równocześnie poważę się zapewnić o podziękowaniach, jakie mi pani wyraziłaś za łaskawą pamięć cesarza i troskliwość!... Czy tak?...
— Stokroć panu dziękuję!...
— Corvisart nie taki nieużyty i nie taki zły... Druga auskultacja, jeżeli będzie żądana, pójdzie o wiele łatwiej!...
— Radabym się panu czem odwzajemnić....
Corvisart potrząsnął głową.
— Tylko zaufaniem w danym wypadku! Niech panią nie dziwi moja szczerość... Przyszedłem tu nie bez złośliwej myśli, — wychodzę onieśmielony! Znam dwór, znam ludzi!... Oglądam codzień i takie rany, które nie krwawią!... O pani mówiono mi wiele — nie wierzyłem, dziś się korzę. Najprzyjemniejszą chwilą z dzisiejszego balu będzie dla mnie rozmowa z panią!...
Corvisart skłonił się i zabierał do wyjścia.
— Jeszcze słowo! — odezwała się niespodziewanie szambelanowa.
— Rozkazuj pani!
— Gdyby forma pozwalała panu opuścić wyrażenie podziękowania mojego za pamięć i troskliwość — byłabym niezmiernie obowiązaną... bo dla mnie... bo...