Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/118

Ta strona została skorygowana.


— Rozumiem! Właściwie trudno to będzie... wyrazy te dodaje się nawet wówczas, gdy ich nie było wcale. — Lecz postaram się albo je pominąć, albo sprowadzić do najpospolitszego frazesu!...
Po wyjściu Corvisarta — szambelanowa nabrała otuchy. Ten niespodziewany sprzymierzeniec dodał jej odwagi, pomimo, że swojem przybyciem stwierdził raz jeszcze wszystkie obawy szambelanowej.
Pan Anastazy powrócił do domu już dobrze po północy — zrzucił z siebie balowy strój, wdział puchowy szlafrok, a dowiedziawszy się od kamerdynera, że pani czyta jeszcze w gotowalni — podreptał do żony z relacją.
Szambelanowa, na widok męża, starała się przybrać wyraz bezsennością trawionej — lecz pan Anastazy ani myślał troszczyć się o zdrowie żony. Cały zdawał się być zajęty samym sobą, o sobie chciał mówić, dla swych myśli znaleźć potwierdzenie.
— Żałuj — żałuj żeś nie była!... Stokroć żałuj — bo jest czego. Widziałabyś — przekonałabyś się na własne oczy... Małachowski aż zęby zaciskał, a Wybicki chodził koło mnie i zagadywał i wdzięczył się! Przyszła kreska!... Dobrze im tak! Oho! To dopiero początek! Przypomnę im się jeszcze i nie raz, a dobrze!... Oni sobie imaginowali, że ja szambelanikiem byłem... że niby tam jakiś tytuliku chciwy szlachciura ambitnik! Zawsze szczuli na mnie, a kłóć chcieli... Zobaczymy!...
— Jakże było?...
— Wspaniale!... Jak nabił!... Cesarz, łaskaw, zagadywał do rozmaitych, co mu Poniatowski podpowiadał!... Dopiero, jak mnie spostrzegł, skinął na Poniatowskiego i mówi. Sumituję się. On patrzy na rękę moją i powiada: — Masz tabakę szambelanie? — Tak jest, sire! — odpowiadam i podaję. Cesarz wziął szczyptę, zażył, strzepnął palcami i, spoj-