Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/123

Ta strona została skorygowana.


cza, iż Zamek, według dyplomatycznego orzeczenia gabinetu przybocznego, mógł zanadto wielkie nadać przyjęciu znaczenie. — Poniatowski zaś nie mógł spraszać na bal tam — gdzie przebywał panujący. Nie dość na tem — wyszukanie bardziej obojętnego miejsca było jeszcze trudniejszem — gdyż choć Warszawa posiadała moc nieprzebraną magnackich siedzib, zdawna nawykłych do goszczenia nawet ukoronowanych, lecz z chwilą wkroczenia Francuzów — siedziby te wypełniono kwaterami marszałków, generałów, wyższych oficerów i urzędników dworu cesarskiego, a że nadto zjazd obywateli i szlachty się zwiększał, a zajazdów było mało — więc kto mógł tylko, to protekcji szukał, dawnym względom się przypominał i bodaj o komnatkę w pałacu się przymawiał. Było więc komu wydać bal, lecz nie było gdzie.
Trudności te rozstrzygnął Talleyrand, który, wprowadziwszy się do kwatery Davousta, mieszczącej się w pałacu Brühlowskim, przyjął na siebie rolę gospodarza, a łącząc w swej osobie godność pierwszego ministra, dla jednych podnosił znaczenie balu do wartości oficjalnego przyjęcia, dla drugich mógł go zredukować do zwykłej uprzejmości towarzyskiej, zaszczyconej obecnością cesarza.
Warszawa nie zastanawiała się wówczas nad dwuznacznością tego wszystkiego — podążyła tłumnie do pałacu Brühlowskiego, byle nie zaniechać sposobności zbliżenia się do Napoleona.
Kto mógł trafić tylko, bodaj przez dziesiątą osobę, do księcia Józefa, do którego z przedstawicieli rządu tymczasowego, do osoby mającej jakie takie znajomości między generalicją — ten na bal się napraszał, wypominał dawne swoje pozycje i znaczenie, i zabiegał byle go nie pominięto.
Talleyrand był łaskaw bardzo — zebranie, sprowadzone do przyjęcia u ministra, nie wymagało ani tak surowego doboru, ani takich ograniczeń, jak bal cesarski — zaproszeń więc