Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/125

Ta strona została skorygowana.


— Nie trzeba — jeszcze musimy zaczekać!
Kawaler cofnął się ku towarzyszom i zaczął z nimi szeptać — pan de Périgord zaś wsparł się o boczną balustradę i zapadł w zadumę, wodząc machinalnie oczyma po zczerniałych freskach przedsionka, zatartych herbach i cyfrach, jarzących się świecznikach, sznurach wyciągniętej służby.
Na tem zamyśleniu pochwycił pana de Périgord książę Bassano.
— Czy najjaśniejszy pan już zawiadomiony?...
Talleyrand wzruszył ramionami.
— Wiesz pan przecież, że jeszcze nie przyjechała!...
— A jeżeli nie przyjedzie wcale?...
— Nie mam jeszcze stanowczej odpowiedzi — jedna z pań pojechała właśnie!...
— Ależ to zakrawa na śmieszność, żebyśmy wszyscy wyczekiwali na jakąś tam gąskę!...
Pan de Périgord roześmiał się ironicznie.
— Cóż pan chcesz — cesarz wyraźnie rozkazał, żeby mu dać znać dopiero wówczas, kiedy ona przyjedzie... a gdyby jej się podobało przybyć wcześniej, to zawiadomić natychmiast!...
— Dzieciństwo! W ten sposób może się jej w głowie przewrócić! Dziwię się Durocowi, iż nie przełożył, nie wytłumaczył... Zwróci to uwagę! Cesarzowa będzie żywiła urazę!.. Ledwie z Eleonorą się skończyło!...
Talleyrand strzepnął niecierpliwie palcami.
— Mnie pan tego nie potrzebujesz przypominać! — odparł porywczo, tracąc nagle swą dworacką flegmę. — Takie sprawy załatwiać się powinno przez lokajów, a nie dziwowisko robić i zmuszać innych do brania w niem udziału!...
Książę Bassano spojrzał dziwnie na pana de Périgord — ten ostatni pośpieszył złagodzić swoje odezwanie.