Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/134

Ta strona została skorygowana.


monji — gdy za Bertrandem stanął Montbrun, za Montbrunem Drouot, za Drouotem Milhaud, za Milhaudem Flahaut! — a potem już mundur za mundurem, frak za frakiem cisnął się ku pani Walewskiej.
Szambelanowa ledwie ukryć mogła pomieszanie, onieśmielenie — z wysiłkiem słuchała rubasznych niekiedy, a często mocno przesadzonych czołobitności, a od czasu do czasu obrzucała sunącą ku niej gromadę wzrokiem strwożonym i jakby pytać się chciała — za co, dlaczego mnie pod tym pręgierzem stawiacie. Nadomiar, księżna podczas tych hołdów jeszcze znajdowała okazje do westchnień i cichych przypomnień.
— Widzisz!... A coby to było dopiero... Patrz na Gutakowską, na Lubomirską... aksamity... tylko aksamity dzisiaj! A Sobolewska ze swoim djademem w kąt by poszła! Biedny Anastazy... powiadam ci, znać, że cierpi!...
Nareszcie gromada mężczyzn zaczęła rzednąć nieco dookoła szambelanowej — już teraz co starsi a przedniejsi sunęli z powitaniem.
Księżna atoli dzielnie wyręczała panią Walewskę i prawie, że na swe barki wzięła cały ciężar odpowiedzi, które już musiały być i randze przystojne i stanowisku odpowiednie, i rodowi, a zasługom prezentującego się równoznaczne.
Jeden hrabia Hercau i porucznik Bertrand nie opuszczali zajętych stanowisk przy szambelanowej i naprzemiany zwracali się ku niej, starając się podtrzymać rwącą się rozmowę.
— Byłem zdesperowany! — zaręczał piskliwym głosem hrabia Hercau. — Straciłem prawie nadzieję, że pani raczy przybyć!...
— Nie pojmuję pańskiej desperacji!...
— Lecz ja ją odczuwam! — wtrącił się Bertrand — a że nie dzieliłem jej, to jedynie, że po raz pierwszy mam honor widzieć panią szambelanowę.