Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/140

Ta strona została skorygowana.


Anetka podniosła zlekka swe ciemne, wyraziste oczy i odrzekła z powabnym uśmiechem.
— Niewymownie wdzięczna za ten zaszczyt, sire!...
Na dźwięk głosu pani Aleksandrowej — Napoleon teraz dopiero zwrócił się ku niej, obrzucił jednem spojrzeniem całą jej wytworną, a pełną niezaprzeczonego powabu postać.
— Bardzo zajmująco pani wygląda...
Sire!...
— Jesteś w stanie wywrzeć wrażenie!...
— Najjaśniejszy panie, tam, gdzie ty stąpisz!...
— Patrząc na panią, trzeba uwierzyć w piękność Polek!... Tak, tu można dopiero ponieść porażkę!...
Sire — odparła bez wahania pani Aleksandrowa — twojem przeznaczeniem jest zwyciężać!...
Napoleon skrzywił się nieznacznie i zagadnął raptownie.
— Jakże pani chowają się dzieci? — zaczem, nie czekając na odpowiedź, skinął na Talleyranda, aby mu podał szklankę limonjady i nawiązał rozmowę z Wybickim.
W trakcie tej niefortunnej konwersacji z panią Aleksandrową — Duroc odłączył się od orszaku cesarskiego i zbliżył się do pani Walewskiej.
— Pani pozwoli się powitać?
— Pan marszałek! — wyjąkała zarumieniona szambelanowa.
— Nie wiem doprawdy, jak mam, wyrazić wdzięczność... że pani nie odmówiła zaproszeniu...
Porucznik Bertrand, stojący obok szambelanowej, odsunął się z uszanowaniem.
Księżna Jabłonowska i pan Anastazy zbliżyli się, szukając wzroku Duroca, aby go powitać, lecz marszałek oka nie spuszczał z pani Walewskiej.
— Poczytywaliśmy sobie za obowiązek — pan de Périgord książę Benewentu był łaskaw...