Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/143

Ta strona została skorygowana.


— Z pewnością!... Potocki umie się sforować!... Patrz tylko!... Stanisław już stanął przy Wybickim!...
Pan Anastazy stuknął niecierpliwie swą nową, cesarską tabakierką.
— Pewnie... pewnie!... Wszystko ma po temu!... I syna, pana Aleksandra... i synowę i żonę!!...
— Można siadać! Można siadać! — rozległ się lekki szmer śród pań.
Szambelanowa, korzystając z powstałego zamieszania podążyła czemprędzej na swe miejsce pod lustrem, aby uniknąć dalszych uwag i utyskiwań męża i wymówek księżnej. Tu, na kanapie, gęsto obsadzonej damami, dostęp był trudniejszy, rozmowa musiała płynąć zwykłymi torami salonu.
Pan Anastazy na ten oczywisty wybieg zęby zacisnął, księżna zatrzepotała wachlarzem i musiała pójść za przykładem szambelanowej, a natrafiwszy na sąsiedztwo pani Moszyńskiej, nawiązać z nią rozmowę.
Środek sali opróżnił się nieco — gromadki mundurów i fraków usunęły się ku damom, — pozwalając równocześnie wszystkim przyglądać rozgrywającej się scenie.
Scena istotnie była niezwykłem widowiskiem, szczególniej dla tych, którzy nawet królowi swemu umieli kwasy okazywać, z głowami hardo podniesionemi ku majestatowi spozierać, a na ustach mieć i dla korony butne odpowiedzi, dumne wyrazy.
Na środku sali stał Napoleon i jakieś rwane zdania zamieniał z Wybickim. Za cesarzem książę Józef z Muratem zdawali się oczekiwać na słowo cesarskie...
Bonaparte jednak jakby ich nie widział...
Naraz, z głębi pokoi pałacowych wyszedł Talleyrand de Périgord książę Benewentu i jął zmierzać wprost ku cesarzowi... ze szklanką limonjady na srebrnej tacy z serwetą w ręku...