Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/15

Ta strona została skorygowana.


waniu wojska, gorączkowe oględziny brzegów Wisły — to nieomal cała pierwsza jego z Warszawą znajomość. Nie pozwolił jej nawet zbliżyć się do siebie, a coż dopiero przypatrzeć. Spadł jak grom i znikł jak meteor.
Zapowiedź powrotu cesarza musiała więc tem silniej zakołatać w sercu Warszawy. Statyści widzieli w nim przewrót dziejowy i wykonanie rzuconych wspaniałomyślnie półsłówek na przyjęciach w Berlinie i Poznaniu, młodzież zdawała się być bliższą szluf, krzyżów i instrumentów oficerskich, chmara stanisławowskich dworaków podnosiła hardo głowy, wspominała dawne zaszczyty i szukała już nici intryg u Talleyranda, u księcia Borghese, szwagra cesarskiego, u Murata, nie pomijając nawet tak układnych sztabowców, jak panowie de Noailles i Lagrange. W salonach i salonikach padały pierwsze pogłoski o balach i przyjęciach na zamku i rodziły się pierwsze troski o zaproszenie, o starszeństwo znakomitości rodu, o strój, o ceremoniał. W dworkach jeno, mieszczańskich kamieniczkach i izdebkach przyjazd cesarza przyjęto ze szczerym zapałem, wolnym od myśli ubocznej, rachuby małej, bo tam już od wjazdu pierwszego oddziału kawaleryi francuskiej do Warszawy — pracowano nad mundurami, naprawiano zardzewiałe żelastwo i oddychano pragnieniem czynów.
Zmierzchało się. Ulice Warszawy wrzały życiem. Chrupot jędrny śniegu pod stopami przechodniów łączył się z wesołem brząkaniem dzwonków u sani, nawoływaniem woźniców i gwarem hałaśliwych rozmów.
Światła rozpalały się zwolna w oknach domów, u podjazdów wielkopańskich migotać zaczynały latarnie, hajducy na kozłach zatykali pochodnie, sklepy, winiarnie i zajazdy buchały nie tylko kłębami pary, lecz i potokami żółto-czerwonych blasków.
Zgiełk i zamieszanie wzmagały się z godziny na godzinę.