Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/150

Ta strona została skorygowana.


Krew uderzyła do głowy szambelanowej. Wzrok Bonapartego palił ją, chłonął. Cesarz pomylił figurę. Duroc ujął znów panią Walewskę za rękę.
— Jak pani wydaje się mój taniec? — zagadnął niespodziewanie Napoleon panią Aleksandrowę Potockę, do której był się podczas tańca prawie słowem nie odezwał.
— Najjaśniejszy panie, jak na wielkiego człowieka, tańczysz znakomicie!...
— Lecz nie jak na towarzysza takiej, jak ty, tancerki!...
Sire... przeciwnie...
— Kto jest ta dama tańcząca naprzeciwko nas?...
Pani Aleksandrowa zmrużyła filuternie oczy.
Napoleon, spostrzegłszy, że jest odgadniętym, zachmurzył się i dodał pośpiesznie.
— Jak się pani wydaje?...
— Bardzo... jednak, gdyby nie strój, byłoby o wiele lepiej!...
— Co ma pani do zarzucenia?...
— Ach, sire!... Jest zbyt prosty... ale to nie jej wina, pochodzi z rodziny dosyć pospolitej... a mąż nie należy do rozrzutnych!...
Bonaparte zagryzł usta.
— Za to pani masz na sobie cały skład jubilerski!...
Anetka Tyszkiewiczówna zmieszała się — zwykła jej pewność siebie i dowcip znikły, strzała miast dosięgnąć, zwróciła się przeciwko niej samej.
— To są klejnoty rodzinne z dziada, pradziada... sire.
— Gdyby pani przodkowie te klejnoty obrócili na formowanie pułków...
— W chwili tak uroczystej!
— Właśnie, moglibyście się bez tej uroczystej chwili obejść zupełnie...
Anetka chciała odpowiedzieć.