Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/156

Ta strona została skorygowana.


— Pan hrabia daruje.
— Pan hrabia nie odmówi...
— Jego książęca mość prosił...
— Bardzo prosił, aby pan był łaskaw zaczekać na niego!...
— Jeszcze chwileczkę!...
— Ależ...
— Pan hrabia nie odmówi! Jego książęca mość byłby nie pocieszony!...
Hercau, po chwili wahania, ustąpił. Porucznicy przesadzali się w uprzejmościach, częstując znów winem i chłodnikami.
Hrabia dziękował za wszystko i z trudnością opanowywał zniecierpliwienie. Wkońcu, dla skrócenia sobie czasu, wdał się z porucznikami w gawędkę.
— A panowie właściwie co tutaj?...
— Nic, panie hrabio!... Służba!...
— Takie nasze szczęście! — poprawił Rousseau. — Właśnie na dzień balu wypadło!...
— Wszyscy nasi koledzy poszli prawie...
— Z wyjątkiem naszej piątej i trzeciej kompanji!... A taka okazja drugi raz się zdarzy nieprędko!...
— Zapewne!... Więc panowie tu muszą?!...
— Tak, panie hrabio, dwadzieścia cztery godziny w pełnym mundurze... Tyle, że zdrzemnąć się można!...
— Czasem zejdzie tak na próżniactwie, a czasem ordynans za ordynansem!... Zobaczy pan hrabia, niech tylko cesarz wróci do Zamku, najmniej przez dwie godziny drzwi się tu nie zamkną!... Sztafeta za sztafetą, rozkaz za rozkazem!... Niekiedy świta, a cesarz jeszcze nie ustaje!...
— Słyszałem — słyszałem!... A ten pokój, to właściwie co?...
— Ten pokój!?... Ordynansowe schronisko! Służbowa izba — łączy się tu na prawo z korytarzem, prowadzącym do kancelarji, a na lewo schody do warty pałacowej... do kurjerów, na podwórzec stajenny!...