Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/157

Ta strona została skorygowana.


Hercaua ta wiadomość dotknęła niemile. Każą mu czekać w służbowej izbie!
Hrabia poruszył się niespokojnie.
— Dziękuję panom za towarzystwo — lecz dłużej niepodobna!... Muszę wracać do sali!... Żegnam!..,
Rochefoucauld skłonił się z wyszukaną uprzejmością.
— Pan hrabia nie zrobi nam tej przykrości!...
— Panie — nie rozumiem!...
— Pan hrabia raczy pozostać!...
— A nie, mój panie — muszę odłożyć przyjemność widzenia pana de Périgord na kiedy indziej!...
— Jego książęca mość koniecznie dzisiaj!
— Zobaczymy się na sali!... Żegnam!...
Hercau zawrócił ku drzwiom, lecz tu porucznik Rousseau stanął przed nim i rzekł z naciskiem:
— Pan hrabia zechce pozostać z nami!...
— Bardzo mi było miło — ale nie mogę opuszczać balu...
— Niech pan wierzy, że lada chwila się skończy!...
— Więc tem bardziej!...
— Nie ma już po co!...
— To moja rzecz!... Pan pozwoli!? Rousseau ani drgnął.
— Pan hrabia zostanie z nami!...
— Jakto? Jakto?! — wyjąkał Hercau, którego teraz dopiero uderzył stanowczy ton głosu porucznika.
— Zostanie pan tu! wmieszał się Rochefoucauld. — Proszę, oto kanapka — może wina?
— Ależ ja nie zostanę! — wybuchnął hrabia.
— W takim razie zniewoli pan nas do użycia siły!...
— Co — co?!... Więc to gwałt!?...
— Nie, panie hrabio... tylko wówczas, gdy pan odmówi naszej prośbie!...