Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/158

Ta strona została skorygowana.


Hercau osunął się z bezsilną złością na kanapę i przyłożył chustkę, nasyconą solami orzeźwiającemi, do nosa.
Wątpić nie mógł, że został uwięziony, pochwycony podstępem!...
Po małej pauzie, zebrał się na całą zimną krew i zagadnął.
— Panowie!.... Doprawdy nie rozumiem!... To chyba pomyłka...
— Być może!..
— Lecz w takim razie... nie widzę racji!... Ja muszę na bal!... Jego książęca mość raczył mnie zaprosić — ja... ja nie mogę odmówić sobie tej przyjemności... ja muszę do sali! Toć jestem Francuzem, jak i wy panowie!... Słowo honoru!... Nie pozbawiajcie mnie szczęścia oglądania cesarza!...
Rousseau skrzywił się ironicznie.
— Czy doprawdy panu hrabiemu tak bardzo na tem zależy?...
— Ależ słowo honoru!...
— Proszę, a mnie mówiono, że pan hrabia jako emigrant dotąd jest nieprzejednanym stronnikim Burbonów!...
— Ja! — Ja!?... Ależ, panie poruczniku, cóż za przypuszczenie! Czem sobie zasłużyłem... Emigrowało się, bo... ostatecznie zawierucha była nazbyt wielka... więc dla spokoju!... Lecz co do Burbonów!... Cóż bo znów Burboni!...
— Tak jednakże powiadano! — zauważył Rochefoucauld, mrugając znacząco na Rousseau.
— Plotki, proszę panów! Słowo honoru, że plotki!... Ja!... Bardzo!... Cesarz, śmiem twierdzić, mało ma tak mu oddanych... bo przecież ja nic!... Zdala się trzymam, podziwiam, wielbię i nic...
— Prawda — prawda! przyznali — porucznicy.
Hercau spojrzał niespokojnie ku drzwiom i próbował znów pertraktować.
— Oczywiście, nieporozumienie!... Rozmawiałem wła-