Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/176

Ta strona została skorygowana.


Pan Anastazy, według wskazania Duroca, stanął w półkolu, otaczającem cesarza i czekał — czekał na spojrzenie Napoleona. Upłynęła długa chwila. Bonaparte nie widział szambelana — mimo, iż ten wspinał się na palcach, wyciągał szyję ponad głowę stojącego przed nim pana de Corvisart, a nerwowo postukiwał tabakierką. Nadto, jakby na utrapienie pana Anastazego — cesarz rozmawiał znów z Wybickim. Szambelan słyszał wyraźnie niektóre zdania — widział nietylko spokój i pewność, z jaką odpowiadał Wybicki — lecz równocześnie odróżniał w głosie Napoleona odcień szczególniejszej łaskawości i względności.
Szambelana zazdrość szarpnęła.
— Znów ten się sforuje! Znów się naprasza! Duszę by zaprzedał teraz, a przedtem konfederata symulował! Lecz niech się zdarzy sposobność... niech się tylko zdarzy!...
— Ułóż mi listę — zobaczymy! — ozwał się głośno Napoleon do Wybickiego.
Półkole fraków i mundurów drgnęło zlekka.
Sire! — rzekł pośpiesznie Wybicki. — Obawiam się, aby mnie nie posądzano...
— Ty ułożysz listę! — powtórzył z naciskiem cesarz.
Wybicki skłonił się. Napoleon odwrócił się ku Durocowi.
Marszałek dworu ozwał się cicho tonem prośby:
— Jeszcze kwadrans!
Bonaparte podniósł się z krzesła — postąpił krok naprzód, a dostrzegłszy pana Anastazego, zmarszczył się. Duroc nieznacznie skinął ku panu Walewskiemu.
Szambelan zgiął się wpół.
— A... pan Walewski?! — wycedzi! przez zęby cesarz. — Proszę bliżej!
Pan Anastazy przysunął się do Napoleona.
— Nie miałem sposobności poznać pańskiej żony!... Przedstawisz mi ją na obiedzie u księcia Borghese!