Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/179

Ta strona została skorygowana.


— Jaki waćpan sentymentalny! — wmieszała się Żanetka, którą zachmurzona twarz Gorajskiego zaczęła śmieszyć. — Pozwól Marysieńko, muszę do Kostusi Łubieńskiej!
Szambelanowa chciała zatrzymać Żanetkę, lecz ta już podążyła ku pani Tomaszowej i księciu Borghese.
— Szczęśliwy temperament! — zauważył Gorajski, poglądając za Żanetką.
— Powiedz waćpan, los — przeznaczenie!
— Nie wierzę w Ananke!
— Bo nie dotknęła waszmości!
— Czy nie dotknęła?... Waćpani tak ją nazywa!... Ha — więc zgoda — jeno owa moja Ananke — to nie urojona, nie mityczne bóstwo, nie mgłami spowita tajemnica — lecz żywa, uchwytna...
— Waćpan słyszał o nowym romansie pani Stael? — przerwała szambelanowa. — Właśnie marszałek dworu Duroc wspominał, że ma być bardzo piękny! Podobno cesarz go czyta, chciałabym go dostać!...
Gorajski skrzywił się ironicznie.
— Ręczę, że go waszmość pani będzie miała!
— Szczerze będę wdzięczną, bo pani Stael już swoją Korynną zjednała mnie całkowicie!
— Najgoręcej pragnąłbym zasłużyć na tak miłą podziękę — lecz nie posiadam tej książki, ani wiem, skąd ją można...
— Wszak mówiłeś waćpan przed chwilą?!
— Ważyłem się tylko przypomnieć, że skoro cesarz ją ma, więc i pani szambelanowa posiadać będzie...
Pani Walewska zbladła — odrzuciła w tył swą kształtną główkę i rzekła głosem stłumionym:
— Zdawało mi się dotąd, że przynajmniej od waćpana mogę spodziewać się zachowania!
Gorajski głowę zwiesił.