Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/18

Ta strona została skorygowana.


grzeję?... Wczoraj tak mnie sfukał, jak chama pierwszego lepszego! Tfy!...
Woźnica trącił zlekka Domagalskiego.
— Miarkujcie się, bo posłyszą!..
— Niech sobie! — obruszył się strzelec i umilkł, bo w tejże chwili rozległ się znów chropowaty głos.
— Zamknęłaś okno!.. Chcesz, żebym się udusił!...
Okienko otworzyło się po raz wtóry.
— Czego Błażej nie rusza!? — skrzeczał wciąż ten sam głos. — Ciebie nic to nie obchodzi!..
— Nie pozwoliłeś! — rzekł cicho głos kobiecy.
— Proszę! Na to trzeba ci może pisemnego dowodu! Pewnie, gdybym miął skrzepnąć na tym mrozie — jeszczebyś się nie zatroszczyła!... Nie masz pani czego wzdychać — stary jestem — doczekasz się mojej śmierci, doczekasz!
Gwałtowne szarpnięcie karocy i trzask, i zgrzyt osi przerwał dalsze wywody.
Karoca potoczyła się teraz raźniej, skręciła w Miodową, minęła pałac Paców i, wziąwszy się na prawo od kościoła Bazylianów, — zatrzymała się z łoskotem przed ostatnią kamienicą na Długiej, w pobliżu osławionego pałacu Raczyńskich.
Strzelec zeskoczył z kozła i zakołatał do drzwi pod podjazdem. Na znak ten drzwi rozwarły się na ścieżaj, ukazując jasno oświetloną sień. Z głębi jej wypadło kilku pachołków i zabrało się do odwiązywania umieszczonych za pudłem karocy pakunków. Strzelec otworzył drzwiczki i pomógł wysiąść otulonej w szubę damie, poczem skinął na najbliższego pachołka, i jął wyprowadzać pana spowiniętego futrami.
Dama weszła do sieni i zniknęła, w jej głębi — pan gramolił się jeszcze około karocy, strofował i perorował, dopytując się strzelca pokilkakroć o każdy sepecik, każde puzderko.