Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/193

Ta strona została skorygowana.


— Wiwat!
— Łubieński namarszczył się — Hercau kiwnął się melancholijnie.
— Zdrowie pułkownika — zauważył Franciszek Łubieński — i owszem, ale co do gwardji i Napoleona, to rzecz inna. Kto go tam rozumie.
— Ten co go zna — odparł sucho Jerzmanowski.
— Mówią, że u nas zgoła francuskie mają się zaprowadzać porządki!... Gubernator rządzi i bodaj jednemu Wybickiemu ustępuje!
— A waćpanbyś jak chciał?
Franciszek spojrzał niepewnie na zaczerwienioną twarz Jerzmanowskiego i rzekł.
— Ani myślę przymawiać Wybickiemu — człek podobno zacny — lecz skądże on przychodzi do takiego znaczenia — są przecież zasłużeńsi, którzy dali dowody...
— Niedołęstwa! — wybuchnął Jerzmanowski.
— To zależy od poglądu! Jeżeli się nawet mylili, to teraz takim tem łatwiej byłoby unikać dawnych błędów!
— Waćpanu idzie o urzędy?
— Nie, tylko to zaufanie cesarza do Wybickiego zastanawia!
Jerzmanowskiemu płomienie w oczach rozgorzały.
— Juści zastanawia, lecz takich, co za piecem siedzieli, co przychodzą dziś do gotowego, co nie pamiętają, że Wybicki wówczas już był w relacjach z cesarzem, gdy ten jeszcze z Konwentem Francuskim nie mógł sobie dać rady!... Zaufanie, jakie ma Wybicki, boli was — nawet nie radziście widzieć drogą ilu ofiar, ilu lat tułaczki na nie zarobił!... Dziś macie przed sobą otwierające się stanowiska, wpływy, władzę, ją byście chcieli zagarnąć!
Łubieński zrozumiał aż nadto wyraźnie przymówkę do