Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/196

Ta strona została skorygowana.


Hercau pociągnął wina z kielicha, przeczekał umiejętnie i, potęgując tem samem zaciekawienie — rzekł zagadkowo.
— Ba — nawet nadużywać niezupełnie po rycersku swej przewagi! Chociaż miałem rozmaitych rywalów — świętej pamięci nieboszczyk król...
— Mówże hrabio o cesarzu — przerwał Krasiński.
Hercau spojrzał na Jerzmanowskiego — ten ostatni wzruszył dobrodusznie ramionami.
— Ależ ja nie przeszkadzam! Słyszałem już o niejednej przygodzie cesarza! Możesz, panie hrabio, być pewnym, że ci z placu ustąpi!
— Hm! Nie wiem — wątpię! Radbym bardzo — bo inaczej sam nie wiem, co mi uczynić wypadnie!
— Nie wlecz-że tak do pioruna! — upominał Krasiński.
Hercau westchnął.
— Było to dzisiaj, na balu! Ona!... Wszak wystarczy panom to określenie? Otóż „ona“, po długiej walce, wyznaczyła mi stanowczą rozmowę! Oczywiście — mąż... Zazdrosny, tyranizujący, pastwiący się nad swą piękną, jak sen, ofiarą — potwór bezzębny! Rozumicie panowie, z jaką trwogą, z jakim rozkosznym niepokojem oczekiwałem dzisiejszego balu! Przeżywałem lata, wieki!... Nareszcie przyszła upragniona chwila!... Pośród rozgwaru salonowego, daje mi umówiony znak chustką.. Bez wahania odpowiadam! Używamy oboje całej przebiegłości — aby zniknąć, aby ujść oczom tłumu... Po kilkakroć jakiś natręt psuje nam szyki!... Kadryl! Ona tańczy! Tańczy z jednym z zauszników cesarskich! Oczywiście nie przypisuję do tego uwagi — co mi do niego, co mi do całego świata — kocham, sam jestem kochany — niebo!....
Hercau pociągnął wina, oczy przymknął i, rozkoszując się dźwiękiem własnych słów, opowiadał ze wzrastającem przejęciem.
— Kadryl się skończył. Ścigam jej postać gorączkowem