Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/197

Ta strona została skorygowana.


spojrzeniem! Idzie w głąb apartamentów! Z zapartym oddechem rzucam się przez falę dam i panów, obrywam dwóm paniom koronki, potrącam któregoś z marszałków, ocieram się prawie o cesarza i dążę!... Jedna komnata, druga, trzecia... i jest „ona“!... Zapłoniony, drżący, onieśmielony chylę się do jej atlasowej rączki.... Trwamy w tem milczeniu zasłuchani w wartkie pulsa nasze, w tęsknotą rozbłyszczone oczy wpatrzeni, długim rąk uściskiem skuci!...
— Znakomicie — wybornie! — przyświadczył z zapałem Kozietulski.
— I co dalej? — Co dalej? — nalegał Łubieński.
— Dalej? powtórzył melancholijnie Hercau. — Mamże powtarzać wam te szmery wezbranych uczuć, któremi spłynęły nasze usta, mamże was, natrętnych, wprowadzać do świątyni mego bóstwa? Nigdy! To nad moje siły!
— Ależ, hrabio, do rzeczy!... Nikt nie żąda tego poświęcenia.
— Bo to byłoby pewnie nudne!
Hercau potrząsnął pobłażliwie głową.
— Więc tem lepiej dla mnie! A zatem, wyznajemy sobie — zapomniawszy o wszystkim, co się dokoła nas dzieje!... Już — już chylimy się, aby pocałunkiem stwierdzić słowa przysięgi — gdy naraz staje przed nami on! Brwi ściągnięte — ręce skrzyżowane, wzrok wyzywający...
— Mąż? — zagadnął z boku Jerzmanowski.
— Cesarz! — objaśnił flegmatycznie hrabia.
— Czy podobna! Hrabio! żartujesz chyba? — ozwały się głosy pojedyńcze.
— Gdym go dostrzegł — ciągnął hrabia, nie odpowiadając na powątpiewania — krew we mnie zawrzała! — „Jak pan śmiesz“ — ozwał się raptownie — „dotykać jej ręki?“ — Pobladłem i rzekłem zimno: — Z tego nikomu nie będę zdawał sprawy! — „Musisz!“ — zawołał z wściekłością — „na-