Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/198

Ta strona została skorygowana.


każę cię uwięzić, zakuć w żelaza!“ — Ja mu wskazałem na serce. — Dosięgnij go, spróbuj. — Staliśmy tak naprzeciw siebie równie groźni, równie przygotowani na wszystko... A ona? Ona mdlała! Wreszcie ja — nie mogąc pohamować wzburzenia, wskazałem na nią. — Sire, ją przynajmniej oszczędzaj! — Szarpnął się gwałtownie i schwycił mnie za rękę. — „Kochasz ją?“ — Kocham! — Rzucił się ku niej ujął ją w ramiona i zawołał z rozpaczą: — „A ty, ty?“... — Ona rozchyliła pobladłe ustka i szepnęła: Tak, najjaśniejszy panie — kocham Hercaua! — Ryknął z gniewu i wyciągnął pięść...
— Bardzo to głupie! — przerwał niespodziewanie Jerzmanowski.
— Myślałem, że to co dowcipnego! — przytwierdził Gorajski.
Hercau, nie zbity z tropu, roześmiał się drwiąco.
— Wiecie panowie, że prawda zawsze wygląda na kłamstwo!
— No — no, hrabio! Spudłowałeś z tą opowieścią!
— Zupełnie — niezręcznie!
— Na honor, że mimo rozmyślnych zmian, cesarz jest moim rywalem!
— Lecz, hrabio, spójrz w zwierciadło — odrzuć wszelki urok majestatu — toć bodaj o dwadzieścia lat jesteś starszym od Napoleona!
— Miłość nie bawi się w arytmetykę!
— Chcesz powiedzieć, że jeszcze miewasz spóźnione zapały!
Hercauowi wino zaszumiało w głowie.
— Spóźnione!? Bardzo proszę!... Jestem kochany! Jestem kochany przez damę, którą cesarz uwielbia... Mnie naturalnie nic do tego! Jestem gotów do walki! Tu nie armaty, nie gwardja, lecz jedno jej słowo rozstrzygnie! Tak, panowie, a ona