Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/208

Ta strona została skorygowana.


wtarzam, — żądaj pani, proś, nie krępuj się! Jeszcze się pani wahasz?!
Pani Walewska pochyliła głowę.
— Więc porzuć to ociąganie! — nalegał znów marszałek. — Zresztą, nie chcesz pani pisać — w takim razie upoważnij mnie do dania odpowiedzi w twojem imieniu — a potem, rozważywszy, napisz, list możesz pani nadesłać na moje ręce!
Szambelanowa otrząsnęła się nagle z odrętwienia, w które ją wprowadziły słowa Duroca.
— Mości marszałku, w takim razie, zechciej przedłożyć najjaśniejszemu panu jednę prośbę...
— Słucham, racz pani ją tylko wyrazić!...
— A więc, aby w imię tych dobrych zamiarów uchronił mnie od takich, jak dzisiejsza napaści!...
Duroc wyprostował się dumnie.
— Jesteś pani złem, rozkapryszonem dzieckiem! Możesz być pewną, że cię trudzić, ani napaściami dręczyć nie będę! Przyjdzie chwila, że sama pożałujesz dzisiejszego uniesienia, bo pani zapomniałaś widocznie, iż cesarz rozkazuje zawsze, nawet wówczas, gdy prosi!...
Marszałek skłonił się zimno i wyszedł.
Pani Walewska padła na fotel. Ostatnie słowa Duroca poruszyły ją do głębi, — ukazały przepaść, roztwierającą się tuż u jej stóp. Nagle myśl o ratunku, wydobyciu się z oplątających ją sieci obudziły w pani Walewskiej energię. Zadzwoniła na służebne i kazała natychmiast pakować kufry.
Służebne, z oznakami zdziwienia, zabrały się do spełnienia rozkazów swej pani — próbując nieśmiałemi uwagami wyrozumieć, co znaczyć mogła ta nagła zmiana, wobec zapewnień Baptysty, że szambelaństwo przed wyjazdem cesarza, do Walewic nie powrócą. Lecz pani Walewska nie dopuściła do żadnych wyjaśnień, nie pozwoliła nikomu z do-