Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/21

Ta strona została skorygowana.


Szambelan zadzwonił na pokojowca i kazał podać wina. Bolesza rozpromieniał.
— A dziś rano dzwoniło mi w uchu. Dobra nowina!... I sprawdziło się! Niezmiernie się cieszę z oglądania kochanego szambelana! Coraz mniej ludzi naszych czasów... dobrych czasów!... Rozpraszamy się, giniemy!.. Jedni, jak poczciwy Grabińsio, osiadają w klasztorach, drudzy, w rodzaju Grotusa-peruczki, pożenili się, trzeci huśtają wnuków, a zresztą... kogo śmierć nie sprzątnęła, przemyśliwają o wojskowej służbie!...
— Co?! Może i waćpan myśli!?
Parole d’honneur!... Taki impet!... Rautenstrauch i Hebduski już się podali!... Pepi jeszcze traktuje, lecz tylko patrzeć... Prąd rwie, bez munduru ani się pokaż!... Ba — ba!.. Wino!... Dziękuj Bogu, szambelanie, że Wybicki o niczem nie wiedział, zarekwirowałby je do wojska!...
— A któż tu rządzi, kto przyjmuje... Przysyłają mi „Korespondenta“ lecz kto zbiera te... te delegacye?...
— Jego królewska mość imć pan Józef Wybicki pierwszy! — odrzekł Bolesza z komiczną powagą, pociągając mocno z kieliszka.
— Który Wybicki!?...
— Jedno słońce, drogi szambelanie, jeden Katon, jeden Wybicki!... Poseł na sejm czteroletni, kamrat generała Dąbrowskiego, przyjaciel pana de la Roche, rajfur uprawomocniony legionów, dziedzic Manieczek, ojciec dwóch synów!... Małoż tytułów?
— I taki rozkazuje?!...
— Ba — ba!... I jak!...
— Domyślam się intrygi! Przecież obowiązkiem było... zwrócić się nadewszystko do tych, którzy zajmowali dawniej stanowiska!... Gminne sympatye ma ten Bonaparte!... Pisał