Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/217

Ta strona została skorygowana.


podtrzymywanie resztek kiernoskiej fortunki, a stawiał przed oczy, że on starzec, wyczerpany życiem, przesytem, hulatyką, schorowany, zeskrzepły na poły — wyświadczył jej dobrodziejstwo, łaskę, bo zniżył się do jej krasy, do młodości, do nieskażonych myśli, do nieskażonych uczuć, że zaszczytu doznanego nie umiała ocenić, że nie potrafiła zrozumieć szczęścia, tkwiącego w chorobliwych zapałach lwa salonowego z przed czterdziestu laty, że tam, gdzie szambelan chronił się przed przeciągiem, czuła wiew świeżego powietrza, że to, co było dla pana Anastazego zmęczeniem — nie trudziło młodziutkiej pani Walewskiej, że nie miała tej samej, co mąż apatji, że trwoga ogarniała ją tam, gdzie pan Anastazy ledwie krzywił się ironicznie, że serce jej biło czystemi uczuciami dla każdego porywu, że nie miała nigdy ani dokuczliwych strzykań w lędźwiach, ani nawet zrozumieć nie mogła tego nieznośnie przewlekłego bólu głowy, co tak często nawiedzał męża.
Gdy więc, po długiej chwili, szambelanowa usłyszała szelest sukni księżnej — a w dali po za nią, odgłos duszącego kaszlu męża, napadł ją taki lęk, że bała się oczu podnieść, bała spojrzeć ku księżnie, aby w twarzy jej nie wyczytać zapowiedzi tej burzy, która niewątpliwie miała ją spotkać.
Księżna tymczasem, odgadując niepokój bratowej, wyprzedziła zręcznie pana Anastazego i, podszedłszy szybko do pani Walewskiej, uściskała ją z przejęciem i szepnęła cicho.
— Skończone i to nadspodziewanie! Nic nie mów, nie tłumacz się! Anastazy był wzruszony... bardzo wzruszony!
Pani Walewska nie mogła się oprzeć zdziwieniu.
— Więc zgodził się na wyjazd?
— Dziecko! Nadchodzi właśnie... Jemu to pozostaw i mnie!
Szambelanowa nie zdążyła odpowiedzieć. Pan Anastazy siał już przed nią i z uśmiechem, który miał dla żony tylko