Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/226

Ta strona została skorygowana.


świetności rodziny, w którą weszła? Czy istotnie ona myli się, czy też księżna, a potem mąż? A gdyby — a jeżeli chcianoby użyć właśnie jej wpływu?
Pani Walewska otrząsnęła się, usiłując odpędzić od siebie to krzywdzące podejrzenie, lecz myśl raz poczęta wracała z nieubłaganym uporem, targała każdym nerwem szambelanowej i łączyła półuśmiechy księżnej z pobłażaniem niespodziewanem męża, z głoszonemi nieraz przez tegoż wyobrażeniami o dworskiem życiu, z romantycznemi dziejami hrabiny Cosel, Orzelskiej, Koenigsmark i Grabowskiej.
Szambelanowa spojrzała w zwierciadło i zawstydziła się własnej fantazji, zawstydziła dla dumy, która nauczyła ją pogardzać mianem faworyty, dla uczciwości, mającej zawsze jedną i taż samą granicę, dla hańby, dla głębokiej wiary w świętość raz zawartych ślubów, dla szczerej skromności, nieświadomej ani swej krasy, ani siły spojrzenia swych oczu, ani czaru swego uśmiechu.
A jednak i ten zmięty list i gorące zapewnienia marszałka nie przestawały ją dręczyć, budząc równocześnie żal do męża, do księżnej, do całego otoczenia, — że, mimo całą jej gotowość wyrwania się z zarzuconych sieci, mimo chęć serdeczną ujścia bodaj przed myślą o względach cesarza, uchronienia się choćby przed krzywdzącym sposobem zjednywania sobie męża przez żonę, — ci najbliżsi, właśnie osłabiają w niej czujność, zmuszają do pozostania, do stawiana czoła niebezpieczeństwu.
Żal pani Walewskiej sięgnął aż do przykrego zdumienia, aż do zadraśnięcia miłości własnej.
Szambelanowa nie kochała męża, lecz zżyła się z nim, zżyła z losem, z poddaniem przyjmowała wszystkie dziwactwa pana Anastazego. A choć despotyzm szambelana nie był łatwym do zniesienia, jednak w tym despotyzmie przejawiało się rozmiłowanie starca, nieustanna opieka, chciwość