Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/230

Ta strona została skorygowana.


Księżna kiwnęła głową ze wzruszeniem.
— Jak mnie to cieszy! Odchodzę!... Odchodzę, żeby wam nie przeszkadzać... Macie tyle sobie do powiedzenia!
Szambelanowa spojrzała desperacko na bratowę, usiłując dać jej do zrozumienia, że jej obecność ułatwić może tylko rozmowę z panią de Vauban, lecz księżna Jabłonowska przesłała jej ręką pocałunek, mrugnęła znacząco ku hrabinie i wyszła.
Pani Walewska pozostawszy sam na sam z hrabiną, zakłopotała się szczerze, nie wiedząc, jak nawiązać rozmowę, ani jaki ton jej nadać. Wszystkie słyszane opowieści o burzliwem życiu pani de Vauban stanęły przed oczyma szambelanowej — myśl, że znajduje się tuż obok wyroczni elegancji, mody, wytworności, dobrego smaku, onieśmieliła ją do reszty.
Pani Walewska daremnie szukała pierwszego odezwania się, francuskie wyrazy mieszały się jej z polskimi, utarte frazesy zdawały się jej nieodpowiednimi, niestosownymi. Nadto szambelanowa czuła na sobie spojrzenie hrabiny, spojrzenie badawcze, pewne siebie, natrętnie ciekawe, które magnetyzowało, ubezwładniało panią Walewskę.
Pani de Vauban pośpieszyła atoli pierwsza przerwać milczenie. Przysunęła się ku szambelanowej, ujęła ją delikatnie wpół i ozwała się cicho:
— Proszę podnieść główkę!
Szambelanowa spełniła niepewnie życzenie hrabiny.
Pani de Vauban wpadła w serdeczny zachwyt, połączony z odcieniem współczucia.
— Jakież prześliczne oczy!... Co za cera! Pozwól, że cię ucałuję! Nie uwierzysz pani, jak mnie obchodzi twój los!... Jak dalece rozumię każdą twoją myśl! Wydaje ci się może ekscentrycznem, że tak nagle przychodzę do tak blizkiej relacji... Lecz ja się rządzę zawsze „jak przez przeczucie“. Po-