Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/233

Ta strona została skorygowana.


zagadnęła szambelanowa, którą półsłówka pani de Vauban jęły drażnić.
Hrabina pokiwała smutnie głową.
— Doprawdy nie wiem, jak powiedzieć! Wynikła sprzeczka! Hercau widział w Gorajskim współzawodnika — nie dostrzegł zaś trzeciego... Padły nieostrożne słowa — obraziły majestat!... Wprawdzie bardzo wątpliwej wartości majestat!... Hercau znikł. Gorajski, ranny, uciekać nie mógł, cała odpowiedzialność spadnie na niego! Bonaparte nie przebacza tak łatwo!
— W takim razie musi tu zachodzić pomyłka, mogę panią zapewnić, że cesarz niema gorętszego stronnika nad Gorajskiego! Jest mu duszą i ciałem oddany. Jeden z pierwszych zapisał się do straży honorowej, on zwoływał młodzież, on najusilniej namawiał do wstąpienia do szeregów!
Pani de Vauban uśmiechnęła się dobrotliwie.
— Prawda — prawda! Tak było wczoraj, tak było niewątpliwie! Bo czyż na myśl mu przyszło, żeby ten wielbiony zdobywca, wódz, potężny, bądź co bądź, uzurpator mógł sięgnąć po jedyne jego dobro, śmiał myśleć o wydarciu mu serca tej, której on poświęcił... tak wiele, tak bardzo wiele...
— Pani hrabino, wszystko to dla mnie jest tak mało zrozumiałem...
— Zapewne, bo czyż kwiat czysty ma świadomość rozsiewanego dokoła uroku, czyż gwiazda zna moc swego blasku?! Wielbią ją wszyscy, zginają kolana, radzi ścierać proch przed każdym jej promieniem, brzmią pieśni trubadurów, stroją się lutnie poetów, drżą puklerze rycerzów — a ona świeci majestatyczna, cicha, po wieki — nie znająca przyczyny zachodzącego rozmodlenia!...
— Bardzo piękne porównanie, jednakże daremnie silę się odgadnąć...