Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/236

Ta strona została skorygowana.


dliwiony. Tyś pierwsza zabiegła mu drogę!... Ale, czy dla tego ma prawo wymagać poświęcenia się twego!
Szambelanowa wzdrygnęła się.
— Czy pani przybyła tu, aby mnie dręczyć Aby zakłócić do reszty i tę chwilę spokoju?
Pani de Vauban roztworzyła ramiona i hałaśliwym pocałunkiem zamknęła usta pani Walewskiej.
— Zacna! Szlachetna! Dobra i piękna! — mówiła, z ekstazą. — Taką właśnie chciałam cię mieć zawsze, taką sobie wyobrażałam! Przeczucie mnie nie zawiodło! Ty tylko tak możesz myśleć i postępować! Nie uwierzysz, jak jestem z tego dumną, jak szczęśliwą! W naszych czasach to zjawisko niedoścignione, znane z powieści, z bajek... Wybacz moją śmiałość! Dałam się uwieść złośliwemu podejrzeniu, poważyłam poddać cię próbie! Ten list pisał istotnie cesarz! Lecz twoje zasady są silniejsze, wyższe nad jego koronę, nad jego zwycięskie orły!... Rozkazuj, mogę niejedno, wszystkie siły wytężę, aby stać się twoją podporą!
W słowach pani de Vauban tyle było przejęcia się, tyle szczerości, że szambelanowa uczuła się wzruszoną, łzy zabłysły jej w oczach. Oddawna nikt nie przemawiał do niej z takiem sercem, z takiem wylaniem.
— Pani taka dobra! Chciałabym gorąco usprawiedliwić...
— I już usprawiedliwiłaś!... Tak, droga Marjo, mów mi „ty!“ Walczysz, nie od dziś, obowiązek z porywami serca nie od dziś ściera się w tobie — każda inna w twojem położenia znalazłaby tysiące okazyj do poddania się! Gdybyś teraz nawet osłabła — nie zmniejszyłoby to wielkich przymiotów duszy!... Sytuacja ciężka. Ale byle rozważnie, spokojnie, a nie zginiemy — znajdziemy środki!...
— Chciałam wyjechać, uciec, nie dali! — skarżyła się szambelanowa, którą opanowała nagła niemoc panowania.