Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/237

Ta strona została skorygowana.


— I dobrze, żeś została! Pamiętaj, że do Walewic możnaby sięgnąć pewniej, śmielej!...
— Więc pani przypuszczasz?! — zapytała szambelanowa, której znów przyszły na myśl ostatnie słowa Duroca.
— Wszystko!
— Że... że aż do tego?
— Niestety! Niema się czego łudzić, po nim można spodziewać się najgorszego!... Tu zaś, w Warszawie, bezwątpienia w razie czego znajdziesz opiekę, pomoc, tu muszą się liczyć z opinją!... Tylko się nie przejmuj, tylko nie trać odwagi, pewności siebie!
— Radź pani — co mam uczynić, jak uniknąć tych napaści! Od kilku dni daremnie zmagam się z myślami, daremnie szukam punktu wyjścia! Gdybyś pani słyszała dziś marszałka!... Przeklinam tę niedorzeczną ciekawość, która mnie do Jabłonnej zawiodła! Lecz czyż mi było w głowie! Cesarz budził we mnie zapał, entuzjazm, nic nadto! Mówiłam księżnie! — ta powiadomiła męża. Myślałam, że choć pozwoli mi usunąć się, wycofać — gdzież tam! Poprostu wmawiają we mnie, że jestem w błędzie, że zgoła inne zamiary niewolą Duroca do okazywania mi i zwiastowania względów cesarskich... Pani pierwsza potwierdzasz moje obawy!... Tak, ja się nie mylę! Pragnęłabym szczerze!... Bo za nic, za żadne skarby, za żadne łaski...
Pani Walewska roześmiała się nerwowo.
— Co ja też mówię! Pani za złe nie weźmie... jam nie przywykła do waszego świata, ja się was wszystkich boję!
— Lecz, dziecko drogie, ten świat wcale nie taki straszny, przekonasz się sama!...
Pani de Vauban ucałowała znów szambelanowę.
— Co za idee, co za myśli smutne!... Odwagi trochę, pewności siebie, a życie ci się uściele różami, boć należą się one i twojej młodości, twej urodzie!...