Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/240

Ta strona została skorygowana.


że w Gorajskim ceniła przyjaciela, że bolała mocno nad jego niefortunnym afektem, że może czuła się winną mimowolnej zalotności, miłości jednak ku niemu nie żywiła i że wogóle, ani pustka walewicka, ani niedobrane małżeństwo nie rozbudziło w niej ani pożądania wzruszeń, ani tęsknot za sentymentami.
Ta jedynie podejrzliwość, nieufność pani de Vauban, to jej krzyżowe badanie o Gorajskiego, wydało się szambelanowej niezrozumiałem i śmiesznie natrętnem — bo zresztą widziała w hrabinie tylko odzwierciedlenie własnych poglądów, wyobrażeń, myśli. Odzwierciedlenie tak silne, tak wszechstronnie dokładne, że pani Walewskiej zdawało się, iż lata przebyła z hrabiną, że znalazła nareszcie tę oddaną sobie całem sercem przyjaciółkę, że odtąd kończy się jej osamotnienie, że w każdej chwili ma i pomoc, i radę, i uścisk szczery.
Pani Walewska pożądała oddawna takiej przyjaźni. Długi, czas, będąc jeszcze na pensji, garnęła się do Żanetki Radziwiłłówny, którą księżna Dominikowa dla wykształcenia manier i nabrania tonu francuskiego na ostatni kurs była oddała. Lecz Żanetka, mimo całego wylania dla szambelanowej, miewała chwile, że krew Radziwiłłów mroziła zapały podupadłej starościanki gostyńskiej, a nadto nie lubiła ani rozmyślań długich, ani dalekich widnokręgów.
W najpyszniejszych kopersztychach, które przełożona uczennicom swym oglądać nakazywała dla kształcenia dobrego smaku, Żanetka zawsze upatrywała śmieszną stronę i żartami zbywała gorące zachwyty pani Walewskiej. Tam gdzie ta ostatnia widziała sposobność do zastanowienia, Żanetka znajdywała okazję do figla.
Ta różnica usposobień możeby nawet nie przeszkodziła zupełnemu zbrataniu się tych dwóch młodziutkich serc,