Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/245

Ta strona została skorygowana.


— Przeciwnie, wysłuchałam całego, niezmiernie romansowy ton, poetyczny powiem!...
— Nie mówmy o tem. Dobrze, że pani już przyszła, jestem niezmiernie rada... Wyznam pani szczerze, iż dzisiaj obawiałam się, czy jej dobroć niezasłużona nie była snem.
Pani de Vauban, uczuła się wzruszoną tem oświadczeniem.
— Nie wyobrażasz sobie, jaka to dla mnie przyjemność! Marzyłam zawsze mieć cię taką dla siebie!... No, mamy jeszcze godzinę czasu. Rozporządziłam się, aby przywieziono mi toaletę do ciebie, byłoby dla mnie nieznośnem rozstawać się znów!
— Nie wiem, jak mam dziękować!
— Drogie dziecko, to ja powinnam tobie raczej... Mów mi o sobie! Chcę wiedzieć o wszystkiem, co myślałaś, robiłaś!... O wszystkiem! Powróciwszy do domu, uczułam trwogę. Bałam się, czy, po namyśle, nie poczytasz mnie za dziwaczkę, czy nie zrazi cię moje natręctwo, moje pragnienie dojścia od razu do serdeczności!... Ja sama nie poznaję siebie!... Wystaw sobie, nie wierzyłam w przyjaźń dwóch kobiet i z nikim nie próbowałam uchylić tego przekonania. W naszym świecie tyle obłudy, tyle udania! Tyś mnie pociągała od pierwszego poznania, byłaś wówczas tak szczerze dziecinną, pamiętasz, u Potockich, czy u Gutakowskich — byłaś dopiero co po ślubie!...
— U Wojczyńskich! — poprawiła delikatnie szambelanowa, której ni stąd ni z owad przyszła na myśl chwila, kiedy, przy zapoznawaniu się z panią de Vauban, ta ostatnia ledwie jej raczyła skinąć głową, a zmierzywszy całą postać szambelanowej od góry do dołu, odwróciła się w inną stronę salonu.
— Ależ naturalnie, u Wojczyńskich! Chwila ta nie mo-