Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/251

Ta strona została skorygowana.


— Ach, i cóż to szkodzi! Pozwól mu, nie przypisuj zbyt wielkiej wagi do jego niezgrabnych komplementów! Weź ton półżartu, półprzyzwolenia, a wyczerpie swoją udaną wytworność!... No, a ja z oka cię nie spuszczę, z każdej sposobności skorzystam, byle ci dopomóc!...
Pani Walewska zadzwoniła na służebnę i poleciła nadewszystko przywołać do gotowalni pokojowę hrabiny i poznosić przywiezione dla pani de Vauban pudła.
Gotowalnia szambelanowej w oka mgnieniu zaroiła się od fraucymeru, śród którego rej wodziło dwóch krawczyków od Jouberta i Gaslon, fryzjer pani de Vauban.
Pani Walewska ze zdumieniem przyglądała się tej ciżbie, kręcącej się z gorączkowym pośpiechem i nie przestającej znosić coraz to nowe pudła, skrzynki i skrzyneczki, a gdy naostatku spostrzegła strzelców, dźwigających wielkie zwierciadło, nie mogła powstrzymać się od uwagi.
— Gdybym przypuszczała, że tyle pani sprawię ambarasu!...
Pani de Vauban uśmiechnęła się dobrodusznie.
— Ach, to bagatela! Mają przynajmniej rozmaitość!... Tylko zajęłam ci, moje dziecko, prawie całą gotowalnię!
— Wystarczy mi zupełnie salonik!
— Doskonale! Widzisz, moje dziecko przyzwyczajenie... bez tych drobiazgów nie mogłabym się obejść!... Zuzanno, ile mamy czasu!?
— Niecałą godzinę!
— Czy aby zdążycie! — zafrasowała się hrabina.
Zuzanna pokręciła niepewnie głową.
Hrabina z determinacją padła na wysunięty przed zwierciadłem fotel.
Marie, pośpiesz się, Łucja ci pomoże! Gaston! Dwa nioby i węzeł!... Pomożesz pani szambelanowej!...
— Dziękuję! Czeszę się sama!...