Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/26

Ta strona została skorygowana.


i nikogo nie przyjmować. Wtedy szambelan nie pokazywał się nawet żonie własnej, zmuszając ją do takiego samego odosobnienia.
Zamknięty w swoich pokojach, czytał romanse, kurował się, wysłuchiwał długich raportów o tem, co robi „jaśnie oświecona“, drzemał i z rozkoszą poddawał się wszystkim starczym nawyknieniom.
Dopiero, kiedy ze świata doszedł go głos obowiązku towarzyskiego, gdy musiał pokazać się ludziom — zrywał się ze swoich poduszek, zdzierał z siebie pokłady waty, odrzucał bańki z gorącą wodą i oddawał się w ramiona Baptysty.
Tego wieczora Francuz miał większą pracę, niż zwykle. Pan Anastazy był zmordowany forsowną podróżą, wzburzony rozmową z Boleszą i silniej niż zwykle cierpiący. Baptysta zaczął od rzeźwiących soli i rozcierania zdrętwiałych nóg — bo mu szambelan na samym wstępie zapowiedział, że na bal do księżnej stanowczo laski wziąć nie może.
Upływały godziny — szambelan usiedzieć nie mógł. Po dwakroć przerywał tualetę i groził, że nie pojedzie na bal — raz posłał pokojowca do żony z oświadczeniem, żeby zaniechała stroju, bo zostaną oboje w domu. Lecz w starym dworaku poszanowanie dla salonu przemogło. Księżna na niego liczyła. Ksawery prosił — ktoś ze strony Radziwiłłów mógłby zwrócić uwagę na złe stosunki ojca z synem i wynikłyby plotki...
I tak już mówiono. Jeszcze Bolesza (gotów coś wspomnieć o dzisiejszem i spotkaniu, ą wówczas ośmieszyłby go niewątpliwie.
Szambelan ze strachem obliczał, ile go na przyjęciu u księżnej Jabłonowskiej czeka ukłonów, ile godzin nużącej rozmowy, ile wysiłku dla dotrzymania placu, czekającym go uprzejmościom, a wszystko to dla pana Ksawerego, a raczej