Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/263

Ta strona została przepisana.


ghese prowadzi ku nam, zdaje mi się, posła austrjackiego!... Oceń, jak w nim znać dwór!...
— Generał Vincent! — zarekomendował niedbale książę Borghese.
Generał pochylił się w głębokim ukłonie.
— Pani, poczytuję sobie za zaszczyt...
— Wielce obligowane — ozwała się łaskawie pani de Vauban i wskazała posłowi wolny fotel obok pani Walewskiej. — Jeżeli się nie mylę, to wczoraj dopiero przybył pan do nas, panie generale?... Prosto z Wiednia?... Musi się panu dziwnym wydawać ten nasz mały światek!
— Czy mały! — odrzekł spokojnie poseł, ważąc z przyzwyczajenia każdy wyraz. — Tu podobno właśnie jest największym!...
— Dla tych, którzy go takim mieć chcą!
— Albo muszą! — dodał dwuznacznie poseł, a jakby pochwyciwszy siebie samego na zbyt dosadnem wyrażeniu, zauważył sentencjonalnie. — Żyjemy w czasach gorączkowych, w których historja wybiera sobie niekiedy tak mało znane zakątki, umie tak niespodziewanie dowodzić, że tam gdzie ona stąpi...
Hrabina roześmiała się.
— Masz pan na myśli Ajaccio! Bardzo niedawno dowiedziałam się, że można wogóle tam się urodzić!... Jakże się miewa hrabia Stadion?!...
Generał austrjacki rzucił badawcze spojrzenie ku pani de Vauban, nie rozumiejąc co miało znaczyć w jej ustach nazwisko pierwszego ministra, i odrzekł krótko:
— Dziękuję, hrabia, jak zwykle, zajęty bardzo!...
— Proszę go zapewnić przy sposobności, że do najmilszych chwil w życiu zaliczam te, które w domu jego spędziłam! A hrabina? Słyszałam, że bardzo była cierpiącą?...
— Ma się lepiej!...