Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/266

Ta strona została przepisana.


mu się gwałtownie na czoło, książę Borghese spuścił głowę, jak żak pochwycony na zakazanej mu swywoli.
Maret atoli nie korzystał z osiągniętej przewagi, dwoma obojętnemi frazesami sprowadził rozmowę na świetność zapowiedzianego przeglądu gwardji, a wciągnąwszy do towarzystwa przechodzącego Stanisława Potockiego, sam cofnął się ku pani Walewskiej.
Szambelanowa słuchała była właśnie wynurzeń przyjacielskich Anetki Tyszkiewiczówny, która ze zwykłą sobie swobodą mówiła równocześnie i o kłopotach sprawianych przez Murata, kwaterującego w jej pałacu, i o spodziewanym przyjeździe posła tureckiego, i o przestarzałej toalecie pani Gulakowskiej, i o zapalczywości Hercau’a, i o swych upodobaniach do sztuki, i o dawnym kucharzu królewskim Tremo, który odmówił księciu Borghese objęcia dozoru nad obiadem.
Maret skłonił się szambelanowej, powitał Anetkę i panią de Vauban kilku uprzejmymi wyrazami i stanął za fotelem pani Walewskiej.
Anetka na widok księcia Bassano, trąciła zlekka szambelanowę i szepnęła.
— Moje najserdeczniejsze życzenia, już niema żadnych wątpliwości! Maret przy tobie!
— Czy wolno zapytać, o czem panie mówią, chociaż jeżeli sekret! — wmieszał się książę Bassano.
Anetka uśmiechnęła się figlarnie.
— Nie ma żadnego, a gdyby był, należałby ci się on przecie z urzędu! Ach! ja pana podziwiam! Nosić w sobie tyle tajemnic, tyle najskrytszych wiadomości państwowych i nie móc podzielić ich z nikim, to... to musi być straszne!!...
— Bynajmniej, wystarczy zdolność milczenia!
Anetka roześmiała się.
— Więc toż mało?! Nie, nie mości książę, gdybym była mężczyzną, za nic bym nie chciała piastować teki ministra