Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/268

Ta strona została przepisana.

Anetka zmierzyła hrabinę wyzywającym wzrokiem.
— Mniemasz, kochana hrabino, inaczej?
— Trudno w kilku wyrazach odpowiedzieć. Każdy dwór bywa przedmiotem zabiegów, lecz czasem te zwyciężają, które w zgoła inną były skierowane stronę!
— A ty, Marie?! — zwróciła się po raz drugi Anetka do pani Walewskiej.
— Moja droga, czyż ona ma twe doświadczenie! — zauważyła zimno pani de Vauban.
— Tem gorzej, jeżeli go nie ma! — odcięła się Potocka, a spostrzegłszy obok pana de Flahaut, skinęła nań wachlarzem i rzekła z rozmyślną przesadą: — Życzyłeś pan sobie poznać hrabinę de Vauban!... Kawaler de Flahaut! Powiadam ci, hrabino, zanudzał mnie poprostu!... Wyobraź sobie, matka kapitana wspomina cię dotąd z Paryża... miałaś z nią vis-à-vis w menuecie na balu...
Hrabina zagryzła usta. Flahaut ledwie mógł powstrzymać się od śmiechu. Anetka zaś, nie tracąc na oka mgnienie pewności siebie, zacytowała dalsze szczegóły owego balu z przed trzydziestu laty.
Książę Bassano tymczasem, korzystając z chwili pochylił się nieznacznie ku szambelanowej i zagadnął ją niespodziewanie.
— Czy pani wierzy w sympatję, budzącą się w nas dla osób nieraz mało, lub wcale nieznanych?!...
— Nie miałam sposobności...
— Otóż poważam się zapewnić panią szambelanowę, że, choć dotąd prawie byłem jej nieznanym, mimo to od pierwszego widzenia powziąłem dla niej głęboki szacunek... jeżeli panią nie urazi, przyjaźń!...
Pani Walewska bawiła się nerwowo wachlarzem, sama nie wiedząc, co jej począć wypada z tem nagłem oświadczeniem ministra.