Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/274

Ta strona została przepisana.


w tym jednym wyrazie zlać cały ogrom zachwytu dla słów cesarskich. Poczem, bez uchybienia tempa, skłoniła się Napoleonowi.
Cesarz zwolna odwrócił się, a nie zważając na znaczące ruchy pana de Ségura, który miał jeszcze według programu przedstawić panią de Vauban, przystąpił do posła austrjackiego i ozwał się głośno.
— Cóż, generale, słychać w Wiedniu?
— Najjaśniejszy panie, drogi są tak popsute, że nawet nie śmiem oczekiwać gońca przed wiadomą odpowiedzią na ostatni memorjał...
— Ale za to posiadasz zapewne dość zręcznych ludzi, aby i bez ostentacji nie pozbawiali cię nowin wiedeńskich!
Sire! racz wierzyć, że dziś o wiele łatwiej kurjerowi przez kordon wojsk rosyjskich do Turcji się przedostać.
— Nie sądzę! — odparł sucho cesarz. — Minister Stadjon miałby komunikację ułatwioną gdyby omijał Austerlitz!...
Poseł wyprostował się i podniósł głowę.
— Bez komentarzy będę miał zaszczyt zawiadomić ministra Stadjona o udzielonej mi wskazówce!
Napoleon poruszył się niecierpliwie.
— Sam nie wie, dokąd zmierza! Chce moją cierpliwość wystawić na próbę! Mało wam przykładu Prus!?...
Sire, nie jestem w stanie zrozumieć łączności, którą raczysz upatrywać?!...
— Mam dowody, co znaczą wasze zaręczenia; przyjmujecie wysłannika rozbitych Prus — Goetza, utrzymujecie z Petersburgiem przyjaźń przez Merveldta! Tegoż mało!? A owe korpusy wasze, ciągnące ku Galicji?
Generał Vincent postąpił nieznacznie ku cesarzowi.
— Pozwolę sobie przypomnieć, sire, papiery wierzytelne, które miałem honor przedstawić!... Misja moja i obecność sama...