Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/294

Ta strona została skorygowana.


sisz koniecznie! Nie wypieraj się, poznasz w ten sposób przeznaczenie swoje, a wówczas nabierzesz wskazania, od czego się możesz uchylić, a co jest twoim losem.
Szambelanowa potrząsnęła niedowierzająco głową.
— Nie wierzę w gusła!
— Dziecko! Toć nie gusła są, ale zdolność, umiejętność czytania w kartach życia ludzkiego! Nie jestem sama zabobonną, lecz musiałam ulec!... Ciężko mi było, bo los nie poskąpił mi goryczy. Prawda, świadomość, co mnie czeka, na razie wstrząsnęła mną, okrutną zadała ranę, lecz to wkrótce przeszło!... Uspokoiłam się, poddałam, i życie znów stało się dla mnie znośnem! Marjo, lecz nie każdemu sądzone są ciernie! Jam może, na przekór wszystkiemu, za długo stąpała po różach, po kwiatach — los za to się mści! Lecz komu młodość usłała się cierpieniem — tego nagradza! Mam dowód na tobie oczywisty! Wczoraj jeszcze wątpiłam, lecz dzisiaj jestem pewną! Jeszcze krok, a staniesz na niedosięgłych wyżynach! Słowa jednego wystarczy, abyś miała u stóp swoich tego, który dziś ludom rozkazuje!
Pani Walewska zadrżała, oczy jej zabłysły ogniem.
— Nigdy! Słyszysz pani?! Milszą mi ta pustka, to opuszczenie, ta głusza! Nie pozwolę się wplątać w żadną intrygę! Wiem teraz — godzicie na mnie — tak, i ty także! Chcecie oszołomić, chcecie pchnąć w przepaść, lecz ja nie zezwolę, wszystkich sił użyję, nie poddam się! Miałam panią za przyjaciółkę, teraz, kiedyś przemówiła do mnie, jak mój wróg, jak nieprzyjaciel, jak najzaciętszy przeciwnik, wiem, co cię ku mnie pociągnęło! I ty, i marszałek, i księżna, i wy wszyscy do jednego zmierzacie celu, do rzucenia mnie na ofiarę swoich rachub! Ale i ja nareszcie bronić się potrafię. Przywodzicie mnie do ostateczności; pamiętajcie, byście nie żałowali! Jeżeli mnie Anastazy nie osłoni, wiem, co mam czynić! Na pierwszem zebraniu, na pierwszem przyjęciu, na paradzie