Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/296

Ta strona została przepisana.


dzenie w granicach dystynkcji i tonu, od kobiety zależy wszystko. Czyż możesz zaprzeczyć? Zastanawia cię żądanie cesarza!? Więc nie rozumiesz tego, iż jemu nie wolno na zebraniach ani wyróżniać cię nadto, ani własne upodobanie rozmawiania z tobą zadowolnić? Więc jeszcze nie spostrzegasz, iż na jego barkach spoczywa cały ciężar ceremonjału? Że jemu nie wolno być mężczyzną, chcącym znaleźć rozrywkę w niewinnej konwersacji z osobą mu sympatyczną? Że dopiero schadzka uwalnia go od świty, łowiącej chciwie każdy wyraz, od uszu i oczu, śledzących go, aby każde drgnienie powiek rozgłosić po świecie? A przecież to takie proste.
Szambelanowa nic nie odrzekła.
Pani de Vauban uczuła swą przewagę.
— Dziwi cię moje współdziałanie, moja radość z twego sukcesu?! Czyż nie mam do niej powodu, czyż mało, iż posiąść możesz wpływ na cesarza, że możesz nie jedno dobrodziejstwo wyświadczyć, że nie jedną łaskę możesz uzyskać, i to bez żadnych złych dla siebie następstw?! Patrz, iż co najprzedniejsi o jedno jego skinienie zabiegają, a ty dla wyrafinowanych skrupułów odpychasz nawet wyciągniętą ku sobie rękę! Czy masz prawo!? Sądzisz, iż co innego odważy ci się powiedzieć twój własny mąż!?
Pani Walewska podniosła się z fotela i jęła pospiesznie składać porzucony szal.
— Dlaczego nie stawiasz zarzutów? Mów!
— Jadę, wracam do domu! — odparła krótko szambelanowa.
— Nie śmiem zatrzymywać! Pozwól, każę zaprząc i odwiozę cię!
— Dziękuję!
— Samej puścić cię nie mogę. Lecz jeżeli moje towarzystwo ci niemiłe, uproszę Czosnowską.