Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/299

Ta strona została przepisana.


a teraz śmieszy, nawet bawi! Dla niego wszystko!... Pani kochałaś już w życiu!? Nie? Czy podobna żyć bez miłości! A ja kochałam i kocham nie po raz pierwszy, lecz księcia najgłębiej, najgoręcej! — Świecznik!?... Na co światło! Postawcie tam, na kominku, przepadam za półmrokiem!
— Hrabina przyrzekła mi pojazd — zauważyła szambelanowa, chcąc przerwać gadatliwość Fryny.
— Zajedzie niebawem, dadzą nam znać! Wszak pani pozwoli się odwieźć!? Ale, dlaczego pani tak pilno?! Z panią mogłabym lata całe spędzić!... Czy nam tu źle, nie zacisznie, nie przytulnie!?
Czosnowska pociągnęła szambelanowę ku kanapce, a gdy ta usiadła, pochyliła ku niej głowę i swemi delikatnemi, miękkiemi rękoma zaczęła gładzić i pieścić ręce pani Walewskiej.
— Jakie pani ma śliczne rączki, a jakie włosy przepyszne! Co bym dała za to, żeby mieć takie!... Moje, dawniej były dosyć bujne, lecz od papilotów bardzo się podniszczyły! Co robić, muszę się podobać przecież...
Czosnowska roześmiała się, ukazując dwa rzędy zdrowych, ostrych zębów i strojąc swą czerstwą buzię w parę zalotnych dołków.
Pani Walewska poruszyła się niecierpliwie. Pieszczoty Fryny, jej uśmiechy, powłóczyste leniwe spojrzenia, zaniedbanie w ociężałych ruchach, wreszcie odurzający zapach piżma, którem Czosnowska była prawie przesiąknięta, drażnił szambelanowę, bił ku niej jakąś odrażającą zmysłowością.
— Mówiła pani o pojeździe.
— Więc doprawdy już mamy jechać?
— Pani, nie wiem! Ja, po ostatniej rozmowie mojej z hrabiną, nie mam w tym domu nic do czynienia!
— Pani ma żal do hrabiny?
— Być może.