Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/307

Ta strona została przepisana.


— Nie mówmy więcej o tem! — przerwała pospiesznie pani Walewska. — Wieczorem odbierzesz respons — tymczasern racz zapewnić kawalera Gorajskiego, że przyjacielstwo jego dla brata mego skłoni mnie do uczynienia wszystkiego, co będzie w mojej mocy!...
— Mocno obligowany sługa! Byle tylko na posłuchanie do cesarza! Tylko na posłuchanie, pani szambelanowo, parole d’honneur, cesarz niewątpliwie zmięknie, a dla pani dobrodziejki bodaj wielką wstęgą imć pana Stanisława obdarzy! Najniższy! Proszę wartkie słowa darować, lecz z dobrego serca, z poczciwej myśli, nie chciałbym czcigodnego pana Anastazego martwić!
Bolesza skłonił się po kilkakroć z wyszukaną uniżonością i wysunął się z pokoju, pozostawiając szambelanowę.
Pani Walewska ledwie miała czas zastanowić się nad przedłożonem jej żądaniem i ocenić należycie postępowanie Gorajskiego, który z beznadziejnego, a smętnego zawsze adonisa, przeistoczył się nagle w wyrafinowanego intryganta, gotowego na posunięcie się bodaj do nikczemności, byle wyplątać siebie samego z jakiegoś zatargu z pachołkami dworskimi — gdy niespodziewanie we drzwiach, za któremi zniknął posłaniec Gorajskiego, ukazał się mąż.
Pani Walewska zmieszała się mimo woli, czując się złapaną na złych, gorzkich myślach, na postanowieniu prawie, że dla spokoju będzie zniewoloną podjąć się wstawiennictwa za Gorajskim.
Pan Anastazy atoli nie zauważył bynajmniej pomieszania żony, podszedł do niej z szacunkiem, złożył czuły pocałunek na jej czole i zapytał troskliwie.
— Jakże się czujesz, moje dziecko, po wczorajszem?
— Dziękuję bardzo — dobrze.
— Serdecznie się raduję! Serdecznie! Obawialiśmy się wszyscy wzruszenia! Chciałem wcześniej do ciebie, lecz nie