Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/310

Ta strona została przepisana.


— Ba! Tłum! Ani wiem, kto mnie wita czasem, ani kto żegna! Jabłonowska „konsoluje“ się tam z nimi!
— Bardzo jestem ci wdzięczna — ozwała się żywo pani Walewska. — Nie chcę widzieć nikogo, ani słyszeć! Powiedz, że jestem cierpiącą, byle odstąpili, przestali się mną zajmować.
— To jest, trzymali się zdaleka! Naturalnie, naturalnie! Toż samo miałem na myśli. Ale, uważasz, przyjechał Małachowski, natarł na mnie, żeby mu wolno było widzieć się z tobą — no i czeka! Trzeba go przyjąć!
— Ależ ani usposobioną jestem do tego zaszczytu...
— Zaszczytu niema w tem żadnego, tylko polityka! Widzisz, z Małachowskim muszę ostrożnie. Małachowski ma swoje sposoby, potrafi z rozmaitymi! Należy go przyjąć. Tymczasem niech lgnie, niech się znieczuli, a potem my do niego! Będzie czas! Więc go przyjmij! Umiarkowanie, niech wie, że choć jest nam niepotrzebnym, ale nie odtrącamy go, nie odpychamy! Radzi jesteśmy pewnemu zbliżeniu, lecz bez skwapliwości, bez pośpiechu! Już ty potrafisz, niezawodnie!
— Przesadzasz moje zdolności, nie wiem nic o twoich zamysłach, przypisujesz mi...
Pan Anastazy złożył usta do pocałunku.
— Moje dziecko, tylko tego mi nie odmawiaj! Wiem, wiem, co mi chcesz powiedzieć! Lecz Małachowskiego musisz przyjąć! On w tem będzie miał zadatek mojej dobrej woli! Pokonwersuj sobie o byle czem, o byle czem! Więc ci go przyślę. Będziesz, będziesz umiała!...
— Ależ ja? Z marszałkiem sejmu!?
— Nie po twojej stronie honor, nie po twojej! Pozwól się ucałować!... Jakby cię nudził za długo, przerwę mu, sam przerwę!
Szambelanowa nie mogła wymówić się od przyjęcia odwiedzin Małachowskiego, pan Anastazy bowiem, mimo ca-