Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/315

Ta strona została przepisana.


łam zaślepioną! Nie masz względów, nie masz puklerza, mogącego osłonić godność niewiasty, która na swoje nieszczęście wpadnie w sieć rachub dworskich! Dociekasz, panie marszałku, jaki los przekładam — więc ten, który mnie jak najdalej stać pozwoli od waszych planów, waszych świetności, waszych wpływów i waszego świata! Mości marszałku, niech ci Bóg przebaczy wyrządzoną mi krzywdę!
Panią Walewskę spazm płaczu chwycił za gardło.
Marszałek podniósł się żywo z fotela i ujął szambelanowę za rękę.
— Przebacz, pani, nie wiń! — ozwał się z uszanowaniem. — Miej wzgląd na siwą głowę, biedną, skołataną głowę! Wierzę najgoręcej, najmocniej w czystość twoich myśli, twoich czynów, w zacność duszy!... Widzę, że nie masz w tobie plamy! Całe zachowanie, cały szacunek dla ciebie! Dziadem twoim mógłbym być! Nie sądź mnie źle — mówiono — a ludzie są bezwzględni! Więc nie gniewasz się, darowujesz?!
Szambelanowa uśmiechnęła się przez łzy.
— Panie marszałku, to mi było najboleśniejszem iż ty właśnie...
— Cofam, kaję się stokrotnie! Widzisz, mościa pani, los wypadków, labirynt, bezdroże, człowiek się błąka! A tyle naopowiadano o tobie! Ba, no i patrząc na cię, wcale dziwnem nie byłoby, gdyby nawet taki potentat głowę przed tobą schylił! Nie chmurz się tylko pani, najżywszą moją przyjaźń deklaruję! Dumny jestem z poczciwej odpowiedzi, a choć mi zadałaś cale tęgo, raduję się, cieszę! Bacz, co za niegodziwa obmowa! Dziw, skąd się wzięła, a gdybyś wiedziała, jak wyrafinowaną osnuto intrygę! No, przyznam się, że ja sam, widząc cię rozmawiającą z cesarzem, miałem pewność!...
Szambelanowa, poruszona ojcowską serdecznością mar-