Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/324

Ta strona została przepisana.


z równym impetem zamieniły pocałunki, aż rozpadły się w dwie przeciwne strony sali.
Księżna przysiadła się do pani Sobolewskiej, pani Moszyńska przystanęła około Rautenstraucha...
Gościnne komnaty pana Anastazego ożywiły się nagle, wypełniły szeptami i zaczęły się niespodziewanie opróżniać.
Przed podjazdem raz po raz rozlegały się rozkazy wsiadających do kolebek, rozkazy zawarte w czterech krótkich wyrazach: „do pałacu pod Blachą“ — zapoczątkowane przez panią Moszyńską, powtórzone i przez panią Sobolewską i Łubieńską, i Gutakowską, oddane z tą samą jasnością przez marszałka Davousta, co i przez pana Filipa de Ségur i pana Flahaut, adjutanta księcia Bergu.
Gościnne komnaty pana Anastazego pustoszały, wyludniały się tak szybko, tak gorączkowo, że szambelan zorjentować się nie mógł, gdy pozostał sam na sam z księżną Jabłonowską. Dziwnym mu się wydawał ten pośpiech, z jakim żegnali go nawet ci, którzy od kilku godzin snuli się ociężale po salonach, a natarczywie opadali go i niemal błagali o każde słowo.
Pan Anastazy atoli nadto sam był utrudzonym, aby równocześnie nie powitać z zadowoleniem chwili wytchnienia.
Pożegnawszy więc ostatniego ze swoich gości, z całem poczuciem sumiennie zapracowanego wczasu rzucił się na fotel, zażył tabaki i uśmiechnął się znacząco do księżnej.
— I cóż?! Hę?! Widziałaś sama?!... Figuruj sobie tylko dobrze!!... Liczą się! Hę?! Mówisz co?!... Nic — teraz zastanowić się trzeba, zastanowić i rozważyć!... Dobrze, że zostałaś, naradzimy się!... Siadaj, proszę cię!...
Księżna obejrzała się niespokojnie dookoła.
— Dziękuję ci! Prawdziwie późno już! Obiecałam się do pani oboźnej!
— Hm, ale bo widzisz, właśnie jest chwila wolna do na-