Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/333

Ta strona została przepisana.


— Schadzki! — przerwała żywo szambelanowa.
— No, i w tem niema nic...
— Naturalnie!
— Więc... więc... zezwoliłabyś?!
— Przecież sama pani mówisz, że w tem niema nic!...
Hrabina zwróciła badawczo swe płowe oczy na szambelanowę.
Marie! Pozwól, tobie coś jest?!
Pani Walewska roześmiała się bezdźwięcznie.
— Ach! Skądże to mniemanie?
— Nie umiem ci powiedzieć... lecz słysząc cię tak mówiącą...
— Czyż to nie odpowiada przekonaniu...
— Najzupełniej, ale w stosunku do poprzednich twoich...
— Byłam dziecinną.
— A zatem? — rzekła po namyśle pani de Vauban, daremnie usiłując odgadnąć przyczynę zmiany, zaszłej w szambelanowej. — Możnaby dać do zrozumienia, naprzykład Durocowi, że w razie czego?...
— Można! — ucięła krótko pani Walewska.
Hrabina nie wiedziała, co rzec. Usposobienie szambelanowej, choć odpowiadało jej najskrytszym zamiarom, choć ją cieszyło, lecz zaczęło równocześnie trwożyć, budzić nieufność.
Pani Walewska darła niedbale róg chusteczki.
— Czy to pani przysyłała do mnie tego... tego pana de Boleszę?! — zagadnęła nagle szambelanowa.
Hrabina aż porwała się z siedzenia. Teraz odgadła panią Walewskę, teraz zrozumiała tajemnicę zmiany.
— Tak, to ja, moja najdroższa! Wiedziałam, jak cię obchodzi, wiedziałam, że go będziesz chciała ratować, że dla niego nie zaniechasz okazji! On na to zasługuje! Wszyscy z jak najlepszej strony znają kawalera de Gorajskiego! Do-